SZYBKA SZARLOTKA NA ŻOŁĘDZIACH

8

Znów piekę intuicyjnie.

Nie jedząc  białego cukru i pszennej mąki czasem tęsknię za smakami ciast z dzieciństwa. Puszystym serniczkiem z brzoskwinią, ciastem marmurkowym czy szarlotką z budyniem.

Dziś, wraz zapachem jesieni tęsknota wzmogła się po stokroć. Wpadłam w schemat, który kieruje mną za każdym razem, kiedy zdrowym rozsądkiem targają kulinarne tęsknoty. Przeszukuję lodówkę, szafki, kuchenne zakamarki.

Jest tuzin jabłek, mąka żołędziowa, ciemna mąka orkiszowa, dwie laski wanilii, skąpane w spirytusie…  wszystko składa się w całość. Niepewnie wykładam produkty na stół i na oko odmierzam proporcje. Może się uda.

76

Udało się!

Przepis na szybką szarlotkę

SKŁADNIKI na spód:

  • 200 g mąki orkiszowej
  • 200 g maki żołędziowej
  • 3 łyżki masła klarowanego
  • łyżka domowego aromatu waniliowego
  • 3 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • niecałe pół łyżeczki proszku do pieczenia bez fosforanów
  • 4 łyżki miodu
  • kilka łyżek wody dla uzyskania odpowiedniej konsystencji

SKŁADNIKI na nadzienie: 

  • 4 spore jabłka
  • 1 soczysta gruszka
  • 3 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • łyżka domowego aromatu waniliowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 4 łyżki ksylitolu

 

PRZEPIS:

Mąki mieszamy z proszkiem i skrobią, dodajemy aromat, miękkie masło, wodę i miód. Wyrabiamy do uzyskania konsystencji jak na ciasto kruche. 2/3 ciasta rozkładamy na 22 centymetrowej blaszce. Resztę cista wkładamy do lodówki. Spód pieczemy w 170 stopniach ok 20 minut.

Owoce obieramy i ścieramy na grubych oczkach, dodajemy ksylitol, cynamon, skrobię i aromat. Dobrze mieszamy i wykładamy na podpieczony spód. Ze schłodzonej części ciasta robimy wałeczki, rozpłaszczamy i układamy na startych owocach. Pieczemy 30 minut w 170 stopniach.

 

Smacznego!

stopka

JAK ZWIZUALIZOWAĆ RAJ NA ZIEMI?

Udzieliłam Maćkowi wywiadu, w jaki sposób zarabiam na chleb.

Jesteście ciekawi?

Zapraszam tu po oryginał——–> „JAK ZWIZUALIZOWAĆ RAJ NA ZIEMI”

11


Bohaterką kolejnego wywiadu jest Katarzyna Wątły-Kośka, autorka bloga Home Syndrome. Czym zarabia na życie? Pokazuje ludziom to, czego nie są sobie w stanie sami wyobrazić.


Zacznę trochę nietypowo.

Wyobraź sobie, że przychodzi do Ciebie bajecznie bogaty arabski szejk i mówi tak:

Chcę stworzyć rezydencję – prawdziwy raj na ziemi. Niestety, nie mam w ogóle żadnej koncepcji. Proszę coś dla mnie wymyślić. I proszę się nie przejmować budżetem.

Znam te numery 🙂
Nie mam wizji, proszę się nie przejmować budżetem – to pierwsza pułapka czyhająca na projektanta. W takiej sytuacji robię dokładny wywiad sama ze sobą i jeśli okazuje się, że:

  • szejk jest wyobrażony – wtedy nie mam barier, idę na całość
  • szejk jest realny – mam kupę szczęścia, że trafił właśnie do mnie, delikatnie badam teren i respektując kulturę bliskowschodnią, staram się wejść w estetykę klienta – finalnie pławię się w złocie i brylantach w prywatnym sezamie
  • komuś wydaje się, że jest szejkiem – na przykład ma na imię Zenek i jest spod Pcimia Dolnego – wtedy odmawiam i uciekam gdzie pieprz rośnie

Wróćmy do rzeczywistości. Co to jest wizualizacja wnętrz? Jak wytłumaczyłabyś to takiemu laikowi jak ja?

Najprościej – jest to zdjęcie wykończonego wnętrza na etapie, kiedy jeszcze nie ma co fotografować 😉
Świetna definicja!

A bardziej poważnie i profesjonalnie – jest to medium, dzięki któremu pomagamy klientowi prywatnemu zobaczyć efekt finalny na etapie projektowania, a deweloperowi/ firmie chcącej sprzedać produkt, pomagamy go pokazać, omijając sesję zdjęciową.

5

Kto w ogóle zamawia tego typu usługi? I czy można z tego się utrzymać?

Deweloperzy, firmy zajmujące się sprzedażą wszelkich artykułów wyposażenia wnętrz. Zdecydowanie, można się z tego utrzymać. Popyt na reklamę nigdy nie maleje.
O, to chyba też dobra wiadomość dla mnie.

Akurat wizualizacje i animacje 3D są teraz bardzo pożądaną formą reklamy, tańszą i dającą więcej możliwości, aniżeli fotografia czy film.
Jak powstaje wizualizacja? Od czego zaczynasz swoją pracę? Czy od razu masz wszystko „w głowie”? Czy na początku jest to raczej zupełna biała plama? Jakich narzędzi używasz?

Może zacznę od tego, że pracuję w dwuosobowym teamie i mam to szczęście, że jego drugą połową jest mój mąż. To najwspanialsza forma współpracy, choć pewnie nie dla każdego 🙂 Nam się udaje!
Wracając do pytania, są dwie formy współpracy. Pierwsza, gdy wykonując wizualizację i za projekt jestem odpowiedzialna ja, a nie jest to formalny projekt – po prostu klient ufa, że pokażemy jego mieszkanie/ produkt w fajny sposób.
I druga sytuacja, gdy dostajemy rysunki i bardzo dokładne wytyczne jak wnętrze ma wyglądać. Oba sposoby pracy są na swój sposób wyzwaniem.
Używamy przede wszystkim wyobraźni i wiedzy z zakresu projektowania (to moja działka) oraz umiejętności technicznych – to część, za którą odpowiedzialny jest mój mąż. Pracujemy w programach do grafiki 3D, 2D, często też wspomagamy się fotografią.
Czy miałaś sytuacje, kiedy pierwszą myślą było: tego się nie da zwizualizować?

Tak, to pewnego rodzaju praca nad sobą. Kiedy nie jestem odpowiedzialna za projekt i dostaję jasne wytyczne od klienta, które rozmijają się totalnie z moim poczuciem estetyki to tak właśnie myślę. Trzeba sobie czasem własne widzenie na sprawę schować do kieszeni i „robić robotę”.
Oczywiście zwizualizować da się wszytko. Uważam jednak, że nie wszytko się powinno 😉 Taka sytuacja nie zdarza się na szczęście często, a jeśli się zdarzy to jest to dobra nauka i motywacja do tego aby wspiąć się na poziom, na którym można decydować nad czym się pracuje.
Spójrz na to zdjęcie: taka przestrzeń to bardziej koszmar czy wyzwanie?image

 

Wyzwanie! Im trudniejsza przestrzeń tym większa frajda. Największą zmorą wizualizacji są małe wnętrza. Kamera, aby objąć małą przestrzeń, musi mieć bardzo szeroki kąt, co daje wrażenie wielkości. Niestety wprowadza to często w percepcyjny błąd.
Klient prosi Cię o zrobienie wizualizacji salonu, a po fakcie mówi: no tak, ale zupełnie inaczej to sobie wyobrażałem.

Czy klienci mają jakieś wstępne wizje, czy dają Ci zupełnie wolną rękę? Czy lepiej dostać wolną rękę, czy lepiej mieć ograniczenia, wytyczne?

Tak jak już wspomniałam, obie formy pracy są wyzwaniem. Klient ma zawsze daną „pulę” poprawek. Czasem wizualizacja, którą wykonamy trafia w punkt, czasem ostateczny efekt różni się od wstępnych założeń o 180 stopni.

W tej branży trzeba być elastycznym, ale też nie pozwolić sobie na stworzenie czegoś, co nie jest „nasze”. Staramy się działać tak, aby klient był zadowolony, jednak cały czas w zgodzie ze sobą.
Jak powstają takie rzeczy? W sensie – skąd wiesz, gdzie najlepiej umieścić dane elementy wystroju?8

 

To chyba 80 % zmysłu i poczucia estetyki, a 20% wiedzy z zakresu kompozycji, ergonomii i… psychologii 🙂 Są pewne zasady, których we wnętrzach powinno się przestrzegać, reszta to fantazja!
Czy masz swoich zawodowych idoli? Kogoś, kto jest Twoim guru w tej branży?

Jasne, że tak! Inspiracja jest bardzo ważnym etapem naszej pracy. Podglądam Juraja Talcika, Bertrandta Benoita, polskie Studio Motyw.
Zaczynałaś od architektury, teraz żyjesz z wizualizacji, a co będzie dalej? Czy masz jakieś (zawodowe lub mniej zawodowe) marzenia?

Wnętrza są bardzo ważnym elementem w moim życiu. Zawodowo planuję zajmować się stricte wizualizacjami. Zaplecze architektoniczne ograniczam do porad, projektowania dla rodziny i przyjaciół.
Od pewnego czasu swoją pasję do wnętrz realizuję przez tworzenie bloga – to moje ukochane dziecko! W przyszłości chciałabym otworzyć sklep z oryginalnymi produktami do wystroju wnętrz – ceramiką, tkaniną, drewnem.
Co poradziłabyś tym, którzy chcieliby pójść w Twoje ślady? Od czego powinni zacząć? Jaką szkołę wybrać? Czy potrzebne jest do tego artystyczne wykształcenie?

Rozwijajcie się!
Rynek galopuje, a stojąc w miejscu cofamy się i tu jest to bardzo odczuwalne. Myślę, że wykształcenie artystyczne pomaga, choć najważniejsze, żeby mieć „oko”.
Ja miałam bardzo ułatwiony start – mąż jest moim nauczycielem w tym fachu. Do wiedzy jaką mi cały czas przekazuje dodaję swoją pasję i wychodzi z tego efekt, który jest dla nas bardzo satysfakcjonujący.
Można oczywiście zacząć bez męża grafika. Polecam znaleźć dobry kurs i podejść do tematu poważnie 😉

 

 

 

 

BIAŁA MARIANNA, CAŁA W BURAKACH!

Czy jest na sali śmieciarz?

Na tę komendę zawsze podniosę rękę. ZAWSZE!

Jakbym miała określić, ile naszych mebli pochodzi z okolic śmietnika, kontenera lub sprzed remontowanych domów, byłoby to pewnie około 30 %. Mało? Nie. My po prostu mamy jeszcze mało mebli.

Nie wstydzę się grzebać, targać przed oknami sąsiadów sprzętów na emeryturze, zaglądać do śmietnikowych altan. Jestem za to dumna. Że daję drugie życie!

Biała szafka cicho zawołała zza tony odpadów różnego rodzaju. Poszłam za głosem szafki… i serca i nie było już mowy o wycofaniu się. Spoglądała na mnie marmurowym licem, spąsowiałym nieco, w miejscu gdzie ktoś intensywnie kroił buraczki. Widać była pomocą kuchenną. Biała Marianna, cała w burakach.

Jest mocno zniszczona, pomalowana,rzecz jasna, grubą warstwą farby olejnej. Marmurowy blat delikatnie spękany. W środku wyłożona gazetkami z pobliskich dyskontów. Była praktyczna i taka zostanie. Pomogę jej jedynie troszkę się pozbierać.

Może piękna będzie po raz pierwszy?


  1. Koszyki, 6 sztuk- wyprzedaż garażowa. 13 zł
  2. Emaliowany kubek- bazarek. 5 zł
  3.  Parownik- prezent od przemiłej Pani. 0 zł
  4. Indyjskie serwety na stół- pchli targ. 8 zł
  5. Lniany bieżnik- mokotowski ciucholand. 30 gr

(Tak się to pisze jak się kupuje w drogich sklepach?😉 )

2315467

stopka

SKĄD PRZYCHODZĄ PŁYTKI?

 

Płytki wisiały nade mną, w szufladce „brak decyzji” najdłużej. Wszytko inne było jasne. Projekt dopięty na ostatni guzik. Mieliłam każdy centymetr powierzchni dochodząc do satysfakcjonujących wniosków. Mieliłam, dopóki nie doszłam do etapu,  podskórnego przeczucia- „TAK, to moje!”  I przemieliłam już wszytko…Poza płytkami. Kalkulowałam po stokroć. Powstało kilka wizualizacji, kilkanaście rysunków, kilkadziesiąt wizji, kilkaset propozycji…i NIC. Czarna dziura. Pod skórą nie czułam zupełnie NIC…nawet najmniejszego mrowienia. Jedyne co czułam,to to, że płytki to bardzo istotny temat, poważna inwestycja, związek na lata. Uhuhuhu. Muszą być porządne, najpiękniejsze, niepijące, niepalące, z dobrego domu, na stanowisku… Tak..Poszło to w złym kierunku.

Odpuściłam. Zajęłam się dniem codziennym, który zaprowadził mnie  nieprędko do składziku z płytkami inwestycyjnymi. Weszłam tam w charakterze doradcy, wyszłam w charakterze …

„Tu są takie, tu siakie, tu inwestycyjne, tanie, tańsze, mrozoodporne…taki rozmiar 20 x 30… do knajpy, na zaplecze, do garażu…nic ciekawego”

Nic ciekawego,nic ciekawego…ech..nic ciekawego.

NIC CIEKAWEGO?

I przepadłam.  Miłość nie wybiera.

Jest najzwyklejsza, najtańsza, skromna, prosta… do knajpy, na zaplecze, do garażu…nic ciekawego. Przyszły do mnie same. KOCHAM NASZE NOWE PŁYTKI🙂

Kocham je jeszcze mocniej za to, że zostały ułożony przez nietuzinkową ekipę fachowców🙂

MAMA Jolanta i JA! Przybijam nam obu piątkę i ogłaszam, że jesteśmy niezłe!! Glazura prezentuje się na ścianie, co najmniej jakby układał ją Pan Henio z doświadczeniem branżowego dinozaura. Spędziłyśmy razem cudowny dzień i mimo zmęczenia na prawdę dałyśmy radę!

PS- Jeśli, ktoś potrzebowałby artystycznego szlifowania krawędzi płytki, pod kątem 45 stopni, papierem ściernym- polecamy się!

stopka

ZAPLOTŁAM

Jesień mnie inspiruje.

Korzystając z kilku wolnych chwil zaczęłam wiązać. Jakież to przyjemne! Z 400 metrów sznurka zostało mi już 350 i rozbestwiony kot wołający o więcej.

Pleć! Machaj sznureczkami człowieku – w służbie kotu.

I machałam tak kilka ładnych godzin, a machanie było jak gra na harfie. Spod palców wypływały supełki jak melancholijna melodia. Zwrotka, refren, zwrotka, refren. Pieśń zakłócała co jakiś czas pękająca pod kocim zębem struna. I szlag mnie trafiał też co jakiś czas, bo kot robił ze sznurka klucz wiolinowy wokół własnej osi.

Makrama powstała i brzmi bardziej jak Macarena niżeli chopinowska etiuda.

A podobno muzyka łagodzi obyczaje…

12345

stopka

BYWA U NAS DZIKO!

Bywa dziko dlatego, że mam męża łowcę. E. czasem gdzieś wychodzi. Przychodzi po 8 godzinach ze zwierzyną na plecach. Pot spływa mu po skroniach i serce wali mocniej niż zwykle. Albo sklep z dziczyzną jest daleko albo na 7 piętrze i nie ma windy… Niech to zostanie Jego słodką, męską tajemnicą.

To był najlepszy gulasz jaki w życiu jadłam. Po 8 latach moja droga z żołądka do serca jest nadal mocno uczęszczana❤

 

Przepis na dziki gulasz:

SKŁADNIKI:

  • 800 g skruszałego mięsa z dzika
  • 1 papryka czerwona
  • 1 duży seler
  • 3 duże cebule czerwone
  • 3 marchwie
  • 2 łyżki masła ghee
  • 3/4 butelki czerwonego, wytrawnego wina
  • 4 łyżki mąki z brązowego ryżu
  • 50 g suszonych borowików
  • 1 łyżka miodu
  • 1 łyżeczka kminku
  • 6 kulek ziela angielskiego
  • 4 listki laurowe
  • 8 kulek pieprzu czarnego
  • 1 łyżka czosnku niedźwiedziego
  • 2 łyżki czosnku w płatkach
  • 1 łyżka papryki słodkiej
  • 1 łyżeczka tymianku
  • 1 łyżeczka rozmarynu
  • 1/2 łyżeczki chilli
  • sól do smaku

PRZEPIS:

Mięso rozmrażamy. Namaczamy grzyby ( 2 godziny w letniej wodzie). Na patelnię wkładamy łyżkę masła, obsmażamy mięso. Kiedy się delikatnie zarumieni, opruszamy mięso mąką i dalej smażymy.  Na patelnię wrzucamy cebulę- rumienimy, podlewamy szklanką wina. Przyprawy całe- kminek, ziele, pieprz, chilli rozcieramy w moździerzu i dodajemy do mięsa i cebuli. Dorzucamy czosnek w płatkach i niedźwiedzi oraz pokrojone w grubą kostkę warzywa. Na patelnię wsypujemy resztę przypraw, miód, resztę masła i wina. Dusimy 2 godziny ( pierwszą godzinę pod przykryciem, drugą redukujemy),  przy czym pół godziny przed końcem dodajemy grzyby. Podajemy z bagietką lub kaszą gryczaną. My jedliśmy z musem buraczkowym zasmażanym na maśle z odrobiną octu jabłkowego.

 

Smacznego!

1e

2ea

3e4e5e6e7e

stopka

Zapisz

Zapisz

WRZESIEŃ

Jestem gotowa na wrzesień. 400 metrów sznurka powinno wystarczyć na jesienne, coraz dłuższe wieczory. Mam w planach pleść, wiązać i supłać. Kocica ma w planach ciągnąć, gonić i drapać. Jesień będzie spokojna ♥

12

stopka

Zapisz

IKEA 2017

JEST,  JEST,  JEST!! MAM PAPIEROWY KATALOG IKEA 2017. Z E. JUŻ OD RANA GRAMY W  „WIZUALIZACJA CZY ZDJĘCIE?”. NIE WIEM CZY WIECIE, ALE W KATALOGU 2015 PONAD 75% OBRAZKÓW TO WIZUALIZACJE.

A TU KATALOG 2017 OD KUCHNI.

DZIŚ DZIEŃ WIELKIEGO OGLĄDANIA!

ikeaikea2ikea3

stopka

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

WIELKIMI KROKAMI NADCHODZI…DYNIA!

Kocham wszystkie atrybuty jesieni!

Spadające, pachnące jabłka; deszcze zmieniające zapach świata; szkielety liści, które wyglądają jak mapy dalekich krajów; poranną rosę. To wszystko tworzy wizualno- zapachowo- smakową mieszankę, która zamknięta jest w jesiennych, ciepłych przysmakach.

 

Dziś jesień zamknęłam w dyni..a dynię w pasztecie ze śliwkami i czarnuszką i słodkim chlebku.  Jesienny zapach i smak uwalnia się z każdym kęsem🙂

Zainspirowałam się przepisami Weganon ❤

Na pasztet i na chlebek .

Troszkę improwizowałam. Mój pasztet jest ze śliwkami, słonecznik jest mocno prażony a kasza jaglana gotowana na mleku roślinnym. Wierzch wysmarowałam jabłkową musztardą francuską (robi szał! ).

Chlebek jest z mąk bezglutenowych. Zrobiłam 2 szklanki mieszanki jaglano- gryczano- ryżowo- kukurydzianej. Wszystkie mąki są w równych częściach. Połowę tłuszczu kokosowego zastąpiłam klarowanym masłem, a cukier trzcinowy pudrem z ksylitolu, miodem i musem z daktyli. Wrzuciłam też do środka plasterki daktyli i suszone, namoczone śliwki.

Mam nadzieje, że jest tak samo smacznie jak w oryginale🙂

stopka