LATO

Nie samym remontem człowiek żyje… A może samym…ale nie dłużej niż miesiąc.

Po miesiącu opóźnienia z pracami ekipy w mieszkaniu i własnoręcznym remontowaniu go zjedliśmy obiad. Gruz pył i pot, jak się okazuje, są dietą wystarczającą jednak niesmaczną i monotonną.

Pierwszy dzień nicnierobienia od początku czerwca. Pierwszy dzień robieniajedzenianadającegosiędojedzenia od początku czerwca.

Letni obiad. Rozpływam się. ❥

 

SKŁADNIKI:

  • porcja dla dwojga makaronu kukurydzianego
  • 300 g krewetek królewskich
  • nać pietruszki
  • czerwona cebula
  • szklanka białego wina
  • szczypta chilli
  • duża szczypta nieaktywnych płatków drożdżowych
  • 3 łyżki masła klarowanego
  • sól różowa do smaku
  • świeżo zmielony pieprz czarny
  • ser długodojrzewający- u mnie Olęder
  • 2 ćwiartki cytryny

PRZEPIS:

Na wrzątek wstawiamy makaron kukurydziany. Trzeba pamiętać o dużej ilości wody- makaron kukurydziany puszcza bardzo dużo skrobi i lubi się sklejać.

W tym czasie na odrobinie masła szklimy cebulę pokrojoną w drobną kostkę, dodajemy czosnek i chwilę dusimy. Zalewamy szklanką wina, dodajemy resztę masła i płatki drożdżowe, chilli, sól i pieprz. Redukujemy delikatnie. Do bulgoczącego sosu wrzucamy krewetki na dwie i pół minutki. W ostatniej chwili przygotowywania sosu dodajemy natkę.

Na talerzu skrapiamy obficie cytryną.

Smacznego letniego obiadu!

2341

stopka

 

 

 

ŁAZIENKA

Cudowna pierwsza kąpiel z bąbelkami w zupełnie nowej łazience. Na podłodze kamienne kafle, stuletnie drewniane drzwi z małymi szybkami, orientalny dywanik pod stopami i sączący się delikatnie dźwięk… młota pneumatycznego.

Mamy łazienkę. W głowie 🙂 W rzeczywistości jest wielka dziura w ziemi, gołe cegły, pył, stare rury i ktoś pod podłogą, raczej od bardzo dawna.

Jeszcze nie widzę ale już czuję ❤

 

Mieszkanie numer prawie 13.

 

 

Wprowadzamy się!

 

Coś zadudniło, coś zazgrzytało i bum!

Kupiliśmy mieszkanie!

Pierwszy raz w życiu mamy swoje , tylko swoje miejsce na ziemi! Wprawdzie to dudnienie i zgrzytanie trwało od marca i miało kilka etapów- przechodziliśmy przez akty desperacji, jedzenie żwiru, picie wódki w barze Warszawa o 11 przed południem po zawarciu pierwszej umowy i karkołomne zwiady „na dzielni”.

Jeśli ktoś zapyta czy w mieszkaniu można się zakochać od pierwszego wejrzenia! Można. Nawet jeśli mieszkanie nie jest Clooneyem wśród mieszkań (jeszcze 😉 )? Można!               Nawet jeśli życie podłożyło nogę i wcale się tego nie planowało? Można!!                                                Nawet można wtedy gdy jest ode mnie dwa razy wyższe, trzy razy starsze i cztery razy bardziej „nieoczywiste” bo ktoś je wziął i pomalował w niebiesko pomarańczowe kwadraty.

Więc do rzeczy. Jest mieszkanie w mokotowskiej kamienicy, kamienica jest przedwojenna, my jesteśmy oszołomieni biegiem wydarzeń i tempem w jakim galopuje nasze życie, są cudowni ludzie wokół nas, jest wiara we własne możliwości, upór i kuuupa szczęścia! Składa się to na cud.

Cud , cud.

Cud to jest jak się woda w lekkie alkohole zamienia albo jak psu noga odrośnie. A właśnie , że nie! Cudem jest to, że wyszliśmy z naszej „poczekalni” życiowej, gdzie spaliśmy na niedomkniętej walizce, w wynajętym mieszkaniu, bez poczucia gdzie nasze miejsce! Cudem jest ,że będę w mojej kuchni robiła konfiturę z cebuli i uważała żeby wino nie wylało się na kamienny blat, i będzie miejsce na wszystkie książki kucharskie,w szufladzie na sztućce będą przegrody a żeby spojrzeć w wizjer nie będę musiała stawać na palcach.

Jest inaczej ale najlepiej jak może być właśnie teraz! ❤

Sami zobaczcie te cuda:

1432567

 

 

PS. Mam tuzin historii związanych z mieszkaniem, ze skarbami, które w nim znalazłam, z ludźmi jakich poznałam w międzyczasie a przede wszystkim historię dlaczego mieszkanie ma numer prawie 13….opowiem, wszytko opowiem ale najpierw porządnie się wyśpię!

 

95ddbafb9bc0cb38b2a67ce5a3fbe72a

 

PALCE NIE ZAPOMINAJĄ

Po niespełna dekadzie od ostatniego poważnego kontaktu z gliną, po rocznych podchodach, zrobiłam to!

 

Google…szkoła rzeźby, Warszawa.

Dzwonię, umawiam się…11:30…we środę. Idę. Już prawie wchodzę. Mózg niedelikatnie puka w czaszkę- ” Hola, hola…10 lat, ponad 1/3 Twojego życia temu!”                                                                  Wysłuchuję grzecznie, odpukuję w czaszkę i do ucha mówię. „Hola, hola…palce nie zapominają!”

Zaczynam praktykę 6 marca. Dzień przed urodzinami. Dawno nie zrobiłam sobie tak wspaniałego prezentu. ❤

Porozrzeżbiam się do tego czasu… popróbuję. Obserwuję na nowo co mi w duszy gra, co musi wyjść na światło dzienne.

Wczoraj przed wieczorem, dryfując już między snem a jawą, powiedziałam do E.: „- rzeźba musi być piękna, i dobrze żeby przy tym nie była ładna.”

1www3www2www

 

stopka

CZY NIEDŹWIEDZIE JEDZĄ CZEKOLADĘ?

W łóżku… ☮ I nie dzielą się z nikim?

Pewnie tak! Ale na pewno im ktoś tę czekoladę donosi.

Okazuje się, że mimo pewnych podobieństw, niedźwiedziem nie jestem. Jak słodkiego się chce w środku zimy to trzeba się przebudzić i sobie zrobić. I zjeść…samemu!

Jest jeszcze kilka zasad obowiązujących w chwilach przebudzenia z zimowego snu, kiedy nadzieja, że ilości bigosu zjedzonego w święta wystarczą do wiosny umiera…

  1. Z łóżka do kuchni idziemy na autopilocie… z zamkniętymi oczami. Na węch wrzucamy składniki do miski. Mieszamy 3 razy w jedną, 3 razy w drugą stronę. Przelewamy do naczynia, które jest pod ręką, wstawiamy do pieca i…krótka drzemka.
  2. Z kuchni do łóżka idziemy na autopilocie….z zamkniętymi oczami. Pazurami rozgrzebujemy gniazdo..Siadamy gdzie najcieplej…
  3. Z zamkniętymi oczami wkładamy do buzi to co ze sobą przynieśliśmy. Jeśli w międzyczasie usypiamy to..to nic!
  4. Nie wycieramy buzi z czekolady. Ziewamy i idziemy dalej spać!

Brownie niezmiennie- z fasoli 🙂 Przepis

1male3male5male4male2male

stopka

S jak śniadanie

Czy zastanawialiście się kiedyś co to słowo właściwie znaczy?

„Śniadanie to rzeczownik odczasownikowy o takiej samej budowie jak np. klękanie od klękać, wykonywanie od wykonywać, nagrywanie od nagrywać, zjadanie od zjadać itp. Podstawą tego wyrazu jest czasownik śniadać, który do XV wieku znaczył właśnie ‚zjadać’ (to znaczenie zachowało się do dzisiaj w niektórych gwarach ludowych), a w późniejszym czasie zawęził swoje znaczenie do zjadania tylko jednego posiłku, a mianowicie porannego. Obecnie nie jest już używany. Czasownik ten wywodzi się z prasłowiańskiego *sъn – ědati ‚zjadać’, czyli czasownika wielokrotnego od *sъn – ěšti ‚zjeść’.” – Izabela Różycka

Dla mnie śniadanie to najbardziej celebrowany posiłek w ciągu dnia. Jeśli z E. mamy wspólny, wolny poranek, robimy sobie wewnątrzlokalowy piknik i znosimy z lodówki wszytko co najpyszniejsze. Czasem na pierwszy rzut oka nic do siebie nie pasuje ale kiedy jest się głodnym po długiej zimowej nocy do głowy przychodzą ciekawe połączenia.

Dziś śniadanie było tylko moje. Kiedy wstałam po E. została już tylko sącząca się z gramofonu  muzyka. Lubię takie powitania. Taki nieobecny poranny pocałunek..bo tych przez sen zazwyczaj nie pamiętam ☾

Noc była niespokojna, przed oknami ktoś coś krzyczał, samochody jeździły jak w południe, a wypita wieczorem mocna, czarna herbata długo nie dawała zmrużyć oczu. Muszę o siebie zadbać.  Potrzeba mi ciepłego śniadania.

Kasza, wiejskie jajo i dużo zdrowego tłuszczu.  ❥

SKŁADNIKI:

  • garść kaszy jaglanej
  • 2 łyżki komosy ryżowej
  • 2 łyżki łuskanych ziaren słonecznika
  • 1 łyżka masła klarowanego
  • łyżka suszu z czosnku niedźwiedziego
  • różowa sól do smaku
  • 1 duże wiejskie jajo
  • 1 pomidor
  • pół małej cebuli
  • garstka posiekanej natki pietruszki
  • świeżo zmielony pieprz czarny
  • 2 łyżki oleju lnianego

PRZEPIS:

Na rozgrzanej patelni prażymy kaszę, komosę i słonecznik. Kiedy zaczyna przyjemnie pachnieć, zalewamy wszytko szklanką wody i dodajemy niedźwiedzi czosnek. Pod przykryciem, na najmniejszym ogniu czekamy aż kasze zmiękną i wchłoną wodę.

Kiedy kasze mamy już gotowe przesypujemy je do naczynia do zapiekania. Dodajemy masło klarowane, na kaszy układamy plastry pomidora, posiekaną grubo cebulę i wbijamy jajo. Zapiekamy około 10/15 minut w 170 stopniach na termoobiegu.

Gotowy posiłek solimy i pieprzymy do smaku. Po chwili, jak odrobinę ostygnie posypujemy nacią pietruszki i skrapiamy olejem lnianym.

Swoje śniadanie zjadłam dziś z tostem żytnim i ze słonym kakao…bardzo słonym.

Dobrych poranków!

123

stopka

KOCHANY MIKOŁAJU…

Kochany Mikołaju…

W mijającym roku byłam na tyle grzeczna abyśmy mogli podyskutować o Twojej nocnej wizycie. Wprawdzie nie mam komina ani stałego adresu ale wiem, że masz dobrą aparaturę namierzającą. Nie wiem, czy trochę się nie pospieszyłeś, bo wszytko czego pragnę przychodzi do mnie coraz łatwiej. Nie żebym narzekała! Jeszcze kilka pomysłów mi zostało. I jakby się dało…prenumeratę. Spokoju, miłości, piękna i marzeń. Mam pierwsze numery, także po prostu na bieżąco.

Ciastka i kakao zostawiam przy łóżku.

Twoja Kasia.

PS. Jakbyś mógł mnie podrzucić w góry w drodze powrotnej…. W Sudety.

142

stopka