POLSKIE ZŁOTO

Czasem miewam tak, że gotuję od końca.

Zazwyczaj wtedy kiedy w lodówce zalegają już delikatnie mięknące korzenie lub daty ważności do złudzenia przypominają aktualną datę w kalendarzu. Omija wtedy etap planowania bo alert „ratować, ratować, ratować!” przyćmiewa wszystkie racjonalne myśli.

Więc najpierw wrzucam do gara a potem zastanawiam się co właściwie ugotowałam.

Dziś alert zabrzmiał z samego rana. Jeszcze ze snem na powiekach, na autopilocie wrzuciłam wszytko co na dotyk wydało się najmniej świeże do parowaru. Po 20 minutach rozgoniłam parę i zerknęłam czy przez pomyłkę nie gotuje czegoś niejadalnego.  Dobrze… wygląda jak marchew. Smakuje też jak marchew.

A, B, C….J,K…M…Marchew… Wertuję strony książek kucharskich, jakbym gotowała obiad dla książęcej pary. Jakby z pomarańczowego korzenia miała mi wyjść wykwintna przystawka, zostająca w pamięci podniebienia do końca życia… Pf… Przecież to tylko marchew.

Ale zaraz, zaraz.  Przecież nie chcę tylko gotować, po to żeby tylko zjeść, tylko się nasycić i tylko zapomnieć.

Karoto, zamieniam cię w złoto!

SKŁADNIKI 

  • 5 sporych marchewek
  • 2 szklanki mleka jaglanego
  • 1 łyżeczka kardamonu
  • 1 łyżka masła Ghee
  • różowa sól do smaku

PRZEPIS:

Marchew szorujemy, obieramy i kroimy w grube krążki. Wstawiamy do gotowania na parze lub w garnku z wodą. Po zagotowaniu przesypujemy do sporego naczynia, blendujemy z masłem i mlekiem. Przyprawiamy kardamonem i solą. Przed podaniem skropiłam krem cytryną.

 

Prostoto, z ciebie tez robię złoto  ❥

18765432

9

stopka

SŁODKO SŁONO

Rozpieszczam się.

Brownie to jedno z moich ulubionych ciast. Szczególnie kiedy jego smak wcale nie jest oczywisty. Jedyną zasadą jest nieprzyzwoita ilość kakao! A dalej? Dalej może być nawet z…fasoli.

No i jest! Z czerwonej fasoli, z solonym „karmelem”, z gorzkimi ziarnami kako ❦

SKŁADNIKI na ciasto:

  • 1 puszka czerwonej fasoli
  • 4 łyżki mielonego siemienia lnianego+ pół szklanki wrzątku
  • 100 g mąki żołędziowej
  • 5 łyżek naturalnego kakao
  • spora garść daktyli
  • 4 łyżki masła klarowanego lub nierafinowanego oleju kokosowego
  • 4 łyżki miodu
  • 1 łyżeczka ekologicznego proszku do pieczenia bez fosforanów
  • 1 łyżka ekstraktu z wanilii
  • garść orzechów laskowych

SKŁADNIKI na polewę „karmelową”:

  • 2 garści daktyli
  • 1 łyżeczka soli himalajskiej

PRZEPIS:

Daktyle do ciasta i do polewy zalewamy w osobnych naczyniach gorącą wodą i przykrywamy talerzykiem. Siemię zalewamy wrzątkiem, energicznie mieszając.  Fasolę płuczemy na sitku. Po odczekaniu chwili, aż daktyle zmiękną i z siemienia zrobi się jajo, wszystkie składniki na ciasto blendujemy. Wykładamy na formę okrągłą, 22 cm, wyłożoną papierem do pieczenia. Pieczemy 50 minut w temperaturze 180 stopni.

Daktyle przeznaczone na polewę blendujemy z połową wody z zalewy na gładką masę ( dodałam pół łyżeczki masła klarowanego, żeby mus był gładszy) i mieszamy z solą. Wykładamy na upieczone ciasto i posypujemy pokruszonymi ziarnami kakao.

Słodkiego tygodnia ❥

PS: Widzicie potwora w łyżeczce? ☻

123

stopka

SYPIALNIA JESIENIĄ

Cały długi weekend spędziliśmy w sypialni…

Tak! I ani przez chwilę nie leżeliśmy.

W najbliższym czasie sypialnia zostanie przeniesiona w nowe miejsce w domu. Nowe miejsce ma wprawdzie 2,5×3 metry plus dziupla ale wymaga wcale nie mniej pracy niżeli inne, przestronne pomieszczenia. A może nawet więcej? Szczególnie tej pracy intelektualnej. Jak sprawić żeby tak małe pomieszczenie miało oddech? Wiadomo- idę w poprzek  (gromy z nieba). Malujemy jedną ze ścian na czarno. Kieruję się uczuciem.

Kilka miesięcy temu, wiosną, sypialnia malowała mi się w mglistych kolorach. Blade błękity, chłodne zielenie, sprany naturalny len. I tak siedziała w mojej głowie kilka miesięcy, do momentu kiedy nie weszliśmy do niej z robotami ostatecznymi.

W sercu mam jesień, nie da się nie mieć jej w tym czasie we wnętrzu. I kocham to! Wnętrze przecież jest dla nas, a nie my dla niego. Wylewam na nie swoje nastroje, bawię się, zmieniam. Może za kwartał będę tapetowała ją w bananowe liście, a może będzie cała biała, a może wcale jej nie będzie a my będziemy sypiać w zupełnie innym miejscu ☻

61453782109

Może moje ostatnie sypialniane inspiracje i Wam wpadną w oko ♥

stopka

Taras się dzieje teraz.

Oj dzieje się!

Służył 14 lat . Przeżył kilka słusznych imprez, kilkanaście romantycznych nocy, niezliczone poranki, zasnute mgłą i oblepione rosą, wiele poważnych i jeszcze więcej zupełnie niepoważnych rozmów, kupę śmiechu i kupkę płaczu. A teraz się zmienia i będzie gotowy na więcej ☻

Dotychczas taras był pokryty mało atrakcyjnymi płytką, w bardzo luźnym skojarzeniu przypominającą kamień. Trochę udawał. I przyznam, że przez moment miałam pomysł żeby dalej poudawał… Deska kompozytowa?  Bo na lata, bo praktyczna, bo bezproblemowa, bo jak drewno wygląda… prawie. I prawie się skusiłam.

Na pomoc przyszła nadwiślańska barka okolona przepięknym tarasem z deski sosnowej. Jaki to zapach, jakie uczucie pod stopami. Poszłam o krok dalej- deska modrzewiowa, jesionowa?  Będzie drewno! Będzie pięknie!

Zerknijcie na moje inspiracje tarasowe. Pod nimi mam dla Was porównanie opcji, nad którymi się zastanawiałam.

Untitled-1.jpg

Najbliższa mojemu sercu jest opcja środkowa. Teraz taras dostaje odpowiednie zabezpieczenie przed zimą- nową wylewkę, termoizolację i papę. Na wiosnę dostanie wykończenie wierzchnie.  Już nie mogę się doczekać pierwszego kroku

stopka.jpg

Zapisz

Zapisz

Zapisz

SZYBKA SZARLOTKA NA ŻOŁĘDZIACH

8

Znów piekę intuicyjnie.

Nie jedząc  białego cukru i pszennej mąki czasem tęsknię za smakami ciast z dzieciństwa. Puszystym serniczkiem z brzoskwinią, ciastem marmurkowym czy szarlotką z budyniem.

Dziś, wraz zapachem jesieni tęsknota wzmogła się po stokroć. Wpadłam w schemat, który kieruje mną za każdym razem, kiedy zdrowym rozsądkiem targają kulinarne tęsknoty. Przeszukuję lodówkę, szafki, kuchenne zakamarki.

Jest tuzin jabłek, mąka żołędziowa, ciemna mąka orkiszowa, dwie laski wanilii, skąpane w spirytusie…  wszystko składa się w całość. Niepewnie wykładam produkty na stół i na oko odmierzam proporcje. Może się uda.

76

Udało się!

Przepis na szybką szarlotkę

SKŁADNIKI na spód:

  • 200 g mąki orkiszowej
  • 200 g maki żołędziowej
  • 3 łyżki masła klarowanego
  • łyżka domowego aromatu waniliowego
  • 3 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • niecałe pół łyżeczki proszku do pieczenia bez fosforanów
  • 4 łyżki miodu
  • kilka łyżek wody dla uzyskania odpowiedniej konsystencji

SKŁADNIKI na nadzienie: 

  • 4 spore jabłka
  • 1 soczysta gruszka
  • 3 łyżki skrobi ziemniaczanej
  • łyżka domowego aromatu waniliowego
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 4 łyżki ksylitolu

PRZEPIS:

Mąki mieszamy z proszkiem i skrobią, dodajemy aromat, miękkie masło, wodę i miód. Wyrabiamy do uzyskania konsystencji jak na ciasto kruche. 2/3 ciasta rozkładamy na 22 centymetrowej blaszce. Resztę cista wkładamy do lodówki. Spód pieczemy w 170 stopniach ok 20 minut.

Owoce obieramy i ścieramy na grubych oczkach, dodajemy ksylitol, cynamon, skrobię i aromat. Dobrze mieszamy i wykładamy na podpieczony spód. Ze schłodzonej części ciasta robimy wałeczki, rozpłaszczamy i układamy na startych owocach. Pieczemy 30 minut w 170 stopniach.

Smacznego!

stopka

JAK ZWIZUALIZOWAĆ RAJ NA ZIEMI?

Udzieliłam Maćkowi wywiadu, w jaki sposób zarabiam na chleb.

Jesteście ciekawi?

Zapraszam tu po oryginał——–> „JAK ZWIZUALIZOWAĆ RAJ NA ZIEMI”

11


Bohaterką kolejnego wywiadu jest Katarzyna Wątły-Kośka, autorka bloga Home Syndrome. Czym zarabia na życie? Pokazuje ludziom to, czego nie są sobie w stanie sami wyobrazić.


Zacznę trochę nietypowo.

Wyobraź sobie, że przychodzi do Ciebie bajecznie bogaty arabski szejk i mówi tak:

Chcę stworzyć rezydencję – prawdziwy raj na ziemi. Niestety, nie mam w ogóle żadnej koncepcji. Proszę coś dla mnie wymyślić. I proszę się nie przejmować budżetem.

Znam te numery ☻
Nie mam wizji, proszę się nie przejmować budżetem – to pierwsza pułapka czyhająca na projektanta. W takiej sytuacji robię dokładny wywiad sama ze sobą i jeśli okazuje się, że:

  • szejk jest wyobrażony – wtedy nie mam barier, idę na całość
  • szejk jest realny – mam kupę szczęścia, że trafił właśnie do mnie, delikatnie badam teren i respektując kulturę bliskowschodnią, staram się wejść w estetykę klienta – finalnie pławię się w złocie i brylantach w prywatnym sezamie
  • komuś wydaje się, że jest szejkiem – na przykład ma na imię Zenek i jest spod Pcimia Dolnego – wtedy odmawiam i uciekam gdzie pieprz rośnie

Wróćmy do rzeczywistości. Co to jest wizualizacja wnętrz? Jak wytłumaczyłabyś to takiemu laikowi jak ja?

Najprościej – jest to zdjęcie wykończonego wnętrza na etapie, kiedy jeszcze nie ma co fotografować ☻
Świetna definicja!

A bardziej poważnie i profesjonalnie – jest to medium, dzięki któremu pomagamy klientowi prywatnemu zobaczyć efekt finalny na etapie projektowania, a deweloperowi/ firmie chcącej sprzedać produkt, pomagamy go pokazać, omijając sesję zdjęciową.

5

Kto w ogóle zamawia tego typu usługi? I czy można z tego się utrzymać?

Deweloperzy, firmy zajmujące się sprzedażą wszelkich artykułów wyposażenia wnętrz. Zdecydowanie, można się z tego utrzymać. Popyt na reklamę nigdy nie maleje.
O, to chyba też dobra wiadomość dla mnie.

Akurat wizualizacje i animacje 3D są teraz bardzo pożądaną formą reklamy, tańszą i dającą więcej możliwości, aniżeli fotografia czy film.
Jak powstaje wizualizacja? Od czego zaczynasz swoją pracę? Czy od razu masz wszystko „w głowie”? Czy na początku jest to raczej zupełna biała plama? Jakich narzędzi używasz?

Może zacznę od tego, że pracuję w dwuosobowym teamie i mam to szczęście, że jego drugą połową jest mój mąż. To najwspanialsza forma współpracy, choć pewnie nie dla każdego ☻ Nam się udaje!
Wracając do pytania, są dwie formy współpracy. Pierwsza, gdy wykonując wizualizację i za projekt jestem odpowiedzialna ja, a nie jest to formalny projekt – po prostu klient ufa, że pokażemy jego mieszkanie/ produkt w fajny sposób.
I druga sytuacja, gdy dostajemy rysunki i bardzo dokładne wytyczne jak wnętrze ma wyglądać. Oba sposoby pracy są na swój sposób wyzwaniem.
Używamy przede wszystkim wyobraźni i wiedzy z zakresu projektowania (to moja działka) oraz umiejętności technicznych – to część, za którą odpowiedzialny jest mój mąż. Pracujemy w programach do grafiki 3D, 2D, często też wspomagamy się fotografią.
Czy miałaś sytuacje, kiedy pierwszą myślą było: tego się nie da zwizualizować?

Tak, to pewnego rodzaju praca nad sobą. Kiedy nie jestem odpowiedzialna za projekt i dostaję jasne wytyczne od klienta, które rozmijają się totalnie z moim poczuciem estetyki to tak właśnie myślę. Trzeba sobie czasem własne widzenie na sprawę schować do kieszeni i „robić robotę”.
Oczywiście zwizualizować da się wszytko. Uważam jednak, że nie wszytko się powinno☻ Taka sytuacja nie zdarza się na szczęście często, a jeśli się zdarzy to jest to dobra nauka i motywacja do tego aby wspiąć się na poziom, na którym można decydować nad czym się pracuje.
Spójrz na to zdjęcie: taka przestrzeń to bardziej koszmar czy wyzwanie?image

Wyzwanie! Im trudniejsza przestrzeń tym większa frajda. Największą zmorą wizualizacji są małe wnętrza. Kamera, aby objąć małą przestrzeń, musi mieć bardzo szeroki kąt, co daje wrażenie wielkości. Niestety wprowadza to często w percepcyjny błąd.
Klient prosi Cię o zrobienie wizualizacji salonu, a po fakcie mówi: no tak, ale zupełnie inaczej to sobie wyobrażałem.

Czy klienci mają jakieś wstępne wizje, czy dają Ci zupełnie wolną rękę? Czy lepiej dostać wolną rękę, czy lepiej mieć ograniczenia, wytyczne?

Tak jak już wspomniałam, obie formy pracy są wyzwaniem. Klient ma zawsze daną „pulę” poprawek. Czasem wizualizacja, którą wykonamy trafia w punkt, czasem ostateczny efekt różni się od wstępnych założeń o 180 stopni.

W tej branży trzeba być elastycznym, ale też nie pozwolić sobie na stworzenie czegoś, co nie jest „nasze”. Staramy się działać tak, aby klient był zadowolony, jednak cały czas w zgodzie ze sobą.
Jak powstają takie rzeczy? W sensie – skąd wiesz, gdzie najlepiej umieścić dane elementy wystroju?8

To chyba 80 % zmysłu i poczucia estetyki, a 20% wiedzy z zakresu kompozycji, ergonomii i… psychologii  ☻Są pewne zasady, których we wnętrzach powinno się przestrzegać, reszta to fantazja!
Czy masz swoich zawodowych idoli? Kogoś, kto jest Twoim guru w tej branży?

Jasne, że tak! Inspiracja jest bardzo ważnym etapem naszej pracy. Podglądam Juraja Talcika, Bertrandta Benoita, polskie Studio Motyw.
Zaczynałaś od architektury, teraz żyjesz z wizualizacji, a co będzie dalej? Czy masz jakieś (zawodowe lub mniej zawodowe) marzenia?

Wnętrza są bardzo ważnym elementem w moim życiu. Zawodowo planuję zajmować się stricte wizualizacjami. Zaplecze architektoniczne ograniczam do porad, projektowania dla rodziny i przyjaciół.
Od pewnego czasu swoją pasję do wnętrz realizuję przez tworzenie bloga – to moje ukochane dziecko! W przyszłości chciałabym otworzyć sklep z oryginalnymi produktami do wystroju wnętrz – ceramiką, tkaniną, drewnem.
Co poradziłabyś tym, którzy chcieliby pójść w Twoje ślady? Od czego powinni zacząć? Jaką szkołę wybrać? Czy potrzebne jest do tego artystyczne wykształcenie?

Rozwijajcie się!
Rynek galopuje, a stojąc w miejscu cofamy się i tu jest to bardzo odczuwalne. Myślę, że wykształcenie artystyczne pomaga, choć najważniejsze, żeby mieć „oko”.
Ja miałam bardzo ułatwiony start – mąż jest moim nauczycielem w tym fachu. Do wiedzy jaką mi cały czas przekazuje dodaję swoją pasję i wychodzi z tego efekt, który jest dla nas bardzo satysfakcjonujący.
Można oczywiście zacząć bez męża grafika. Polecam znaleźć dobry kurs i podejść do tematu poważnie ☻

 

stopka